Czy spotkaliście się kiedyś ze świeckim patronem miasta? Czy Eugeniusz Kwiatkowski, twórca Gdyni, mógłby zostać jej patronem? Patroni miast to święci, nawiedzeni mistycy, biskupi lub zwykli księża. Procedura ustanowienia patronatu jest dwuetapowa. Zbiera się jakieś kółko różańcowe lub inny aktyw kościelny, który lobbuje na rzeczy uchwały Rady Miasta w formie prośby do biskupa o patronat. Biskup nie ma jednak kompetencji w tej sprawie, więc przekazuje ją wyżej — do Watykanu. Trudno jest oszacować, jak powszechny jest to proceder i ilu kościelnych patronów zostało już przeprowadzonych przez samorządy, ale Google wyrzuca wielką liczbę przypadków, sugerujących, że jest to zjawisko powszechne.
Święty patron szkoły, basenu czy latryny to tylko elementy pośrednie i poślednie klerykalizacji danego grodu. Jej ukoronowanie to święty patronat nad całym grodem, dzięki czemu potrzeby kościelne na danym terenie zyskują kilka punktów wśród priorytetów budżetu gminy. Bez względu jednak na to, czy dany patronat przekłada się bezpośrednio na sytuację materialną Kościoła katolickiego, to kluczowe jest tutaj przede wszystkim zjawisko zawłaszczania symbolicznego, które postępuje we wszelkich sferach życia publicznego po '89.
Patronaty miast są rwącym strumieniem pompującym państwo wyznaniowe i wsączającym Kościół panujący w przestrzeń publiczną, która jest współwłasnością także ateistów, buddystów, protestantów czy pogan.
Na Dolnym Śląsku pierwszą tamę tej powodzi postawił wojewoda dolnośląski Rafał Jurkowlaniec (PO), który w Dusznikach Zdroju utrącił św. Piotra, na wniosek radnego Pawła Bolka (Nowa Lewica).