Poniedziałek, 06.09.2010  | Imieniny: Beata, Zachariusz, Eugeniusz
Aktualności | Dolny Śląsk | Z naszej gminy | Z kraju i ze świata | Listy do redakcji | Kultura | Sport | W naszym obiektywie | Wywiady w NGG | Co, gdzie, kiedy? | Najczęściej komentowane | Top 10
Aktualny numer NGG

Wersja elektroniczna:
Kup teraz! (1,22zł z VAT)
Polecamy
Sonda NGG i WP
Która instytucja w Polsce jest najbardziej pasożytnicza?











Minął dzień zapłaty
środa, 17.10.2007 12:32 - Piotr Ikonowicz
Odkąd Niemcy zapłacili za swoje zbrodnie, nie w Norymberdze, ale w gotówce, przypominanie w ich obecności holokaustu stało się grubym nietaktem. Tymczasem mój towarzysz partyjny, Henio-murarz był z rodzicami na przymusowych saksach w faterlandzie, ale do Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie po odszkodowanie nie chce iść. Kiedy pytam: - Dlaczego Heniu? - Odpowiada burkliwie, że on się nie chce z nimi pojednać. Na szczęście czasy się zmieniły i nikt nikogo siłą do Niemiec nie ciągnie sami się pchamy. Jeżeli jednak do roboty, to tylko na czarno. A jak na blokowanie szczytu G-8 to bez okularków pływackich, a już w żadnym wypadku nie wolno mieć ze sobą maski przeciwgazowej, gdyż jak to napisano po niemiecku w pismach, które już po kilku godzinach siedzenia na trawie na ziemi niczyjej wręczono nam alterglobalistom, „przedmioty te zagrażają narodowi niemieckiemu”. I słusznie. Nie po to niemiecki podatnik wykosztował się na gazy łzawiące żeby jakiś Polak zamiast regulaminowo łzawić, paradował sobie dumnie w masce czy innych okularkach. Potem uchachany po pachy pogranicznik niemiecki zapewnił nas, że jak tylko pozbędziemy się masek, możemy wjechać do Niemiec. Ale gdzie tam, łgał jak pies i wyraźnie sprawiało mu to radość. Nawet spróbowaliśmy, kupiliśmy bilety do Rostocku, ale skończyło się na zatrzymaniu pociągu i zablokowaniu komunikacji kolejowej między obu naszymi sojuszniczymi krajami. Granica z NRD tak długo była „granicą przyjaźni”, za którą mieszkali ci dobrzy Niemcy (NRD-owcy), że musiała wreszcie nadejść chwila prawdy. Kiedy facet w niemieckim mundurze krzyczał do nas „Augsteigen!” czułem się jak na planie filmu o Hansie Klosie. Gdy jednak niemiecka młodzież przesiadła się do naszego wagonu, aby wyrazić swą solidarność, znów byliśmy w Europie.
Zacząłem obrywać listki akacji starając się dowiedzieć, co między nami a Niemcami jest: „kocha, lubi, szanuje, nie chce, nie dba..” No i wyszło, że „żartuje”. Ale zaraz znowu się zrobiło poważnie, kiedy premier Kaczyński, przed brukselskim szczytem konstytucyjnym oznajmił, że gdyby nasi obecni unijni bracia nie odwiedzili nas w latach 1939-1945, byłoby nas 66 milionów i nie musielibyśmy się wykłócać o korzystny system głosowania w Unii. Szybko miało się okazać, że o ile wypada przepraszać za Jedwabne, to jednak o holokauście lepiej w dobrym towarzystwie nie wspominać. Zgorszona zachowaniem premiera Europa, uległa jednak sile braci rozgrywających role dobrego i złego gliny. Przebąkuje się tylko, że wygrali w nie najlepszym stylu. Niemcy zaś, które uległy, odniosły moralne zwycięstwo.
W popularnej piosence z lat 80-tych Andrzej Rosiewicz odrzucał ewentualność poślubienia Niemki takimi oto słowy: „Jak byś się czuł gdyby w kuchni ktoś przy dziecku, mówił po niemiecku?” Kaczory ugrywają bezczelnie na animozjach polsko-niemieckich, ale wbrew temu, co się roi niektórym publicystom są to animozje realne a nie kreowane dla potrzeb politycznych. Człowiek z ulicy może nie wiedzieć z jakich partii składa się koalicja rządząca, ale z pewnością odpowie, w jakiej formacji służył dziadek Tuska. Nie lubiłem widoku niemieckich mężów stanu kruszejących podczas zwiedzania Oświęcimia. Uważałem te widowiska za niesmaczne. Rozumiem jednak, że pokuta nie może trwać wiecznie. Wielu Polaków żywi naiwne przekonanie, że niemieckie poczucie winy powinno zaowocować lubieniem nas. Tymczasem właśnie tak długo jak długo nasze stosunki wzajemne nie staną się normalne, jak długo Niemcy będą czuć się winni, tak długo będą nas nie znosić, bo kojarzymy im się z upokorzeniem, wstydem, cierpieniem. Premier ma rację, że Niemcy nas nie lubią, ale robi wielki błąd przywołując ciągle przeszłość. Jan Józef Lipski umiał dążyć do pojednania polsko-niemieckiego odważnie podejmując najtrudniejsze nawet kwestie. Henio-murarz nie chce mówić o tym jak wraz z klasą został przez władze okupacyjne zmuszony do obejrzenia „dziesięciu powieszonych” w podwarszawskich Markach. Może stosunki między narodami powinny zejść na szczebel prywatny, bo ja bym wolał żeby już nikt w moim imieniu nie wybaczał i nie przepraszał. A poza tym wielu moich najlepszych przyjaciół to Niemcy.

Piotr Ikonowicz
Liczba odsłon: 5763 | Komentarze: 0 | Dodaj swój komentarz | Drukuj
Wasze komentarze:
Inne publikacje w tej kategorii:
Na forum
Pogoda
Reklama
Statystyka
Czytelników on-line: 10
Liczba wizyt: 2 216 311
Liczba odsłon: 3 205 581
Do góry
Projekt i wykonie Eurograf.pl  |  Wszelkie prawa zastrzeżone  |  (C) Wolny Portal & NGG 2007 - 2010
Redakcja nie wyraża zgody na kopiowanie informacji, grafiki, rozwiązań technicznych oraz innych elementów wykorzystywanych na stronach portalu.