
Minął dzień zapłaty
środa, 17.10.2007 12:32 - Piotr Ikonowicz
Odkąd Niemcy zapłacili za swoje
zbrodnie, nie w Norymberdze, ale w gotówce, przypominanie w ich
obecności holokaustu stało się grubym nietaktem. Tymczasem mój
towarzysz partyjny, Henio-murarz był z rodzicami na przymusowych
saksach w faterlandzie, ale do Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie po
odszkodowanie nie chce iść. Kiedy pytam: - Dlaczego Heniu? - Odpowiada
burkliwie, że on się nie chce z nimi pojednać.
Na
szczęście czasy się zmieniły i nikt nikogo siłą do Niemiec nie ciągnie
sami się pchamy. Jeżeli jednak do roboty, to tylko na czarno. A jak na
blokowanie szczytu G-8 to bez okularków pływackich, a już w żadnym
wypadku nie wolno mieć ze sobą maski przeciwgazowej, gdyż jak to
napisano po niemiecku w pismach, które już po kilku godzinach siedzenia
na trawie na ziemi niczyjej wręczono nam alterglobalistom, „przedmioty
te zagrażają narodowi niemieckiemu”. I słusznie. Nie po to
niemiecki podatnik wykosztował się na gazy łzawiące żeby jakiś Polak
zamiast regulaminowo łzawić, paradował sobie dumnie w masce czy innych
okularkach. Potem uchachany po pachy pogranicznik niemiecki zapewnił
nas, że jak tylko pozbędziemy się masek, możemy wjechać do Niemiec. Ale
gdzie tam, łgał jak pies i wyraźnie sprawiało mu to radość. Nawet
spróbowaliśmy, kupiliśmy bilety do Rostocku, ale skończyło się na
zatrzymaniu pociągu i zablokowaniu komunikacji kolejowej między obu
naszymi sojuszniczymi krajami. Granica z NRD tak długo była „granicą
przyjaźni”, za którą mieszkali ci dobrzy Niemcy (NRD-owcy), że musiała
wreszcie nadejść chwila prawdy.
Kiedy
facet w niemieckim mundurze krzyczał do nas „Augsteigen!” czułem się
jak na planie filmu o Hansie Klosie. Gdy jednak niemiecka młodzież
przesiadła się do naszego wagonu, aby wyrazić swą solidarność, znów
byliśmy w Europie.
Zacząłem obrywać listki akacji starając
się dowiedzieć, co między nami a Niemcami jest: „kocha, lubi, szanuje,
nie chce, nie dba..” No i wyszło, że „żartuje”. Ale zaraz znowu się
zrobiło poważnie, kiedy premier Kaczyński, przed brukselskim szczytem
konstytucyjnym oznajmił, że gdyby nasi obecni unijni bracia nie
odwiedzili nas w latach 1939-1945, byłoby nas 66 milionów i nie
musielibyśmy się wykłócać o korzystny system głosowania w Unii. S
zybko
miało się okazać, że o ile wypada przepraszać za Jedwabne, to jednak o
holokauście lepiej w dobrym towarzystwie nie wspominać. Zgorszona
zachowaniem premiera Europa, uległa jednak sile braci rozgrywających
role dobrego i złego gliny. Przebąkuje się tylko, że wygrali w nie
najlepszym stylu. Niemcy zaś, które uległy, odniosły moralne zwycięstwo.
W
popularnej piosence z lat 80-tych Andrzej Rosiewicz odrzucał
ewentualność poślubienia Niemki takimi oto słowy: „Jak byś się czuł
gdyby w kuchni ktoś przy dziecku, mówił po niemiecku?”
Kaczory
ugrywają bezczelnie na animozjach polsko-niemieckich, ale wbrew temu,
co się roi niektórym publicystom są to animozje realne a nie kreowane
dla potrzeb politycznych. Człowiek z ulicy może nie wiedzieć z jakich
partii składa się koalicja rządząca, ale z pewnością odpowie, w jakiej
formacji służył dziadek Tuska. Nie lubiłem widoku niemieckich
mężów stanu kruszejących podczas zwiedzania Oświęcimia. Uważałem te
widowiska za niesmaczne. Rozumiem jednak, że pokuta nie może trwać
wiecznie. Wielu Polaków żywi naiwne przekonanie, że niemieckie poczucie
winy powinno zaowocować lubieniem nas. Tymczasem właśnie t
ak
długo jak długo nasze stosunki wzajemne nie staną się normalne, jak
długo Niemcy będą czuć się winni, tak długo będą nas nie znosić, bo
kojarzymy im się z upokorzeniem, wstydem, cierpieniem. Premier
ma rację, że Niemcy nas nie lubią, ale robi wielki błąd przywołując
ciągle przeszłość. Jan Józef Lipski umiał dążyć do pojednania
polsko-niemieckiego odważnie podejmując najtrudniejsze nawet kwestie.
Henio-murarz nie chce mówić o tym jak wraz z klasą został przez władze
okupacyjne zmuszony do obejrzenia „dziesięciu powieszonych” w
podwarszawskich Markach.
Może
stosunki między narodami powinny zejść na szczebel prywatny, bo ja bym
wolał żeby już nikt w moim imieniu nie wybaczał i nie przepraszał. A
poza tym wielu moich najlepszych przyjaciół to Niemcy.
Piotr Ikonowicz
Inne publikacje w tej kategorii:

POlska ma pecha | czwartek, 25.10.2007 22:07 | Paweł Bolek

Wejście Kaczora | środa, 17.10.2007 12:38 | Pawel

Cyrk | środa, 17.10.2007 12:37 | MojoJojo

Fajny kraj | środa, 17.10.2007 12:35 | MojoJojo

Hipokrates na wakacjach | środa, 17.10.2007 12:34 | Pawel

Teraz Polska | środa, 17.10.2007 12:31 | Pawel

Z kreską czy bez? | środa, 17.10.2007 12:30 | ap

Podkultura kolorowych pudelek | środa, 17.10.2007 12:27 | Pawel

PIS jak małpa z brzytwą | środa, 17.10.2007 12:25 | Piotr Zilbert

Jarek nie lubi Hanki | środa, 17.10.2007 12:24 | Pawel